Lufthansa w AirBnB!

Jakiś czas temu pisałam o Lufthans’ie jako o linii lotniczej, której historia mnie powala. Nie zamierzam popadać w monotonię i pisać tylko o jednym przewoźniku lotniczym, natomiast wejście lotnictwa w swoiste „hotelarstwo” jest czymś dość niezwykłym. W końcu to pierwszy taki przypadek w historii, połączenia siły portalu z noclegami i nocy w chmurach. Dotąd tylko KLM oferowały się w AirBnB, zaś one dawały tylko noc w samolocie na lotnisku. Bez lotu. Lufthansa poszła o krok dalej i zaoferowała klientom nocleg z prędkością 910km/h.

c

Lufthansa doceniła popularność serwisu AirBnB  i sama zadecydowała się do niego dołączyć. Założyła ona konto i od tamtego czasu sprzedaje bilety, jako nocleg la 1 osoby w chmurach. Bilet ten obejmuje przelot w obie strony z Frankfurtu do Nowego Jorku. Jakby się mogło zdawać – to nie tylko kolejna forma reklamy dla firmy, ale i też promocja dla pasażera. Wiadome jest, że cena biletów lotniczych w danym terminie może być różna, w zależności od tego jak wcześnie się dany bilet kupi. W serwisie AirBnB jest to niezmienne – 3147zł za noc za podróż w obie strony. W cenę wliczone są 2 sztuki bagażu, natomiast nie ma możliwości anulowania biletu po zakupie.

Warunkiem skorzystania z tej promocji, jest minimalny pobyt w Nowym Jorku o długości 4 dni. Dodatkowo trzeba się spieszyć, ponieważ na obecną chwilę promocja ta ma trwać do 15 grudnia 2016r. Zakup biletu w tym serwisie jest dla klasy premium economy w samolicie Boeing B747, którą można podejrzeć na filmie znajdującym się poniżej:

Reklamy

PEOPLE: mjr Mirosław Hermaszewski

27/06/2016 to dla wielu zwykły poniedziałek. Kolejny dzień tygodnia. Z jednej strony to prawda. Znów tydzień zatoczył koło i zaczął się od nowa. Natomiast warto chociażby mieć gdzieś z tyłu głowy, że jest to też rocznica,która przypomina o tym, że 38 lat temu wystartował Sojus 30. Jest to piąty załogowy lot kosmiczny, zakończony sukcesem, na pokładzie którego był Polak mjr Mirosław Hermaszewski. Do dnia dzisiejszego pozostaje on jedynym rodakiem w kosmosie. Po raz 5 z załogą udowodnił, że sky is not the limit.

Raport kosmonautów
PAP/Tadeusz ZagoŸdziński

Są ludzie, którzy pokazują każdą chwilą swojego życia pasję. Witalność jest dla nich bardzo ważna. Od najmłodszych lat był pasjonatom lotnictwa. Jak dziecko brał plecak i kładł się na nim na krześle z nogami w górze, wyobrażając sobie, że zaraz wystartuje w kosmos. Jak widać, pasja i determinacja przyczynia się bardzo do późniejszego sukcesu – w misji tej uczestniczył zaledwie 18 lat po tym, jak we wrocławskim aeroklubie odbył szkolenie szybowcowe, czyli licencja która rozpoczyna karierę lotniczą wielu późniejszych pilotów. W wieku 37 lat osiągnął to, o czym marzył jako dziecko. W takich chwilach pojawia mi się po prostu na ustach uśmiech podziwu, bo każdorazowo człowiek z planem na siebie i dążącym do niego jest godnym naśladowania. 126 razy nie musiał sobie wyobrażać „kosmicznegoi” wschodu słońca. Podczas jego 8 dniowej misji często je widział i zapewne uśmiechał się sam do siebie, że się nie poddał ani na chwilę i zobaczył w realu to, co sobie imaginował w głowie młodego chłopaka, z wielkimi marzeniami.

Na przejście na samoloty długo czekać nie trzeba było, gdyż już rok później w 1961 roku ukończył szkolenie pilotażu samolotów w Grudziądzu. Zaczynał od zajawki lotniczej, skończył na kosmosie. Chociaż stwierdzenie, że skończył w przypadku tego człowieka, jest dość nietrafionym określeniem. Mimo zakończenia kariery, nie siedzi w domu z dala od ludzi. Wystarczy zajrzeć w aktualności na jego stronie, by zobaczyć że z jednej strony jeździ na Zlot Miłośników Astronautyki, a z drugiej siedzi na nagraniu płyty dla dzieci. Jak widać – jego działalność jest duża i imponująca. Można w niej wymienić Association of Space Explorers ASE, ASTRI Polska, czy Krajową Radę Lotnictwa, a i tak nie powiedziano by o wszystkich jego działalnościach. Jednoznacznie pokazuje swoją postawą, że nie pozostaje na laurach niejako i dalej jak tylko może uczestniczy w lotniczym świecie, by był on na najwyższym poziomie.

InstaInspiration – Susy Sebe

Co może wyniknąć z połączenia kobiety z pasją, miłości do lotnictwa i podróżowania przez całe życie? Odpowiedź jest prosta i jednoznaczna – kobieta pilot. Jak sama o sobie pisze:

„I am Susy… a pilot, world traveler and wannabe photographer. I have been traveling all my life and will start sharing my journeys on this travel blog.”

Susy Sebe

Nie ogranicza się do samego latania i udostępniania lotniczych i podróżniczych kadrów na jej IG. Prowadzi też bloga, by dzielić się swoimi podróżami z pasjonatami tak jak ona. Jeśli można to tak nazwać – udziela się w lotniczym świecie również poprzez uczestnictwo w zdjęciach do kalendarza @aviatrixcalendar. Organizacja ta wykonuje zdjęcia to lotniczego kalendarza przy udziale samych kobiet pilotów.

Dlaczego warto ją znać i obserwować? Bo dzięki swojej pasji, daje wspaniałe kadry ze swojego lotniczego życia, a dla mnie osobiście jest niezłym motywatorem w dążeniu do celu, którym jest praca w kokpicie.

SusyThePilot – robisz to dobrze!

Życie podyktowane wyborem

„Lepiej chodzić po Ziemi i żałować, że nie lata się w przestworzach, niż być wysoko w przestworzach i tam żałować, że nie chodzi się po Ziemi”

Są pasje które nie wymagają wielu poświęceń – zawsze będą czekać na swój czas. Lotnictwo do nich nie należy, chociaż nikt nigdy na to nie zwraca uwagi. Gdy raz się samemu oderwiesz od pasa, nigdy już nie zapomnisz tego i będzie się pragnąć by znów stanąć kołami na pasie i usłyszeć „clear for takeoff” od Tower’a. Jednak lot wszystko wynagradza – długie oczekiwania, złą pogodę, wczesne poranki. To się kocha miłością bezwarunkową. Niebo nie wybacza, dlatego tak ważne jest zamiłowanie do tego co się robi, bo ono w połączeniu z wiedzą daje coś pięknego, do czego się chce nieustannie wracać, a z Ziemi zadziera się głowę z uśmiechem wypatrując latających punktów…

PEOPLE: Amelia Earhart

„Nie ma powodu, dla którego kobieta miałaby nie zajmować wysokiej pozycji w lotnictwie. Pod warunkiem, że pokona uprzedzenia i wykaże się umiejętnościami”

Amelia Earhart – znana choćby pobieżnie w lotniczym świecie. Rok 1928, a ona przelatuje Atlantyk póki co jako pasażer, gdzie podczas lotu pisze dziennik w którym zawiera słowa „Ja byłam tylko bagażem, jak zwykły worek ziemniaków”. Pokazuje nam to jej pasje i ambicję. Earhart jednak była nieugięta i żadne kompromisy nie wchodziły w grę – przecież nawet najmniejsze odstępstwo od celu wyczynu byłoby porażką. Zrobiła to nie pilotując, by potem w 1932 roku ponowić przelot, ale już samej w samolocie, dokonując tego typu przelotu jako pierwsza kobieta pilot.

KOBIETA WSPIERAJĄCA KOBIETY

„Wierzę, że dziewczyny nie powinny robić tego, co myślą, że powinny, lecz wraz z doświadczeniem odnaleźć to, co chcą robić. Kobiety tak samo jak mężczyźni potrzebują pracy, bowiem tak samo potrzebują bodźców intelektualnych, osiągania sukcesów i niezależności finansowej”

Earhart nie była tylko pilotką, co i tak w tamtych czasach wymagało niezłego samozaparcia. Ona też doskonale czuła kobiecą solidarność i nigdy nie umniejszała kobietą z aspiracjami. Wręcz przeciwnie – uwielbiała je wspierać. Ona nie komplementowała innych kobiet, jak faceci oceniający ciało. Biło od jej słów poparcie i wsparcia. Z jednej strony wybijała się z tradycyjnej roli kobiety i nie znosiła schematów, z drugiej mimo pewnych wzorców mężczyźni się za nią oglądali. Nic dziwnego, bo nie było chyba osoby której by nie imponowała ta odważna kobieta.
Jak tylko mogła kibicowała kobietom w osiąganiu celów. Wierzyła, że każdy człowiek potrzebuje poruszania neuronów, by dobrze funkcjonować. To właśnie między innymi z tego powodu zrywała gdy tylko mogła z powszechnym życiem, gdzie kobieta bardziej siedziała i opiekowała się domem, aniżeli odpalała silniki i wzbijała się w powietrze. Ona zakochała się w lataniu od pierwszych chwil, która zafundował jej ojciec, dając jej 10 minutowy lot na urodziny. Nie uznawała przy tym, że jest gorszym pilotem, bo jest kobietą. Dla niej podział umiejętności przez pryzmat płci był całkowicie bezpodstawny i bardzo wyraźnie dawała to poznać po sobie, że nie godzi się na tego typu rzeczy.

TAJEMNICZA ŚMIERĆ

 Jak na każdego i na nią przyszła niejako pora – w lipcu 1937 roku słuch o niej zaginął, gdy ponowiła próbę lotu dookoła świata. Śmierć ta jest tajemnicza i dość umowna, bo za zmarłą uznano ją 1,5 roku po zniknięciu słuchu o niej. Być może niedługo uda się nam dowiedzieć czegoś w jednej z najbardziej tajemniczych zaginięć lotniczych, dzięki International Group for Historic Aircraft Recovery (Tighar), którzy badają znalezione szczątku ludzkiego ciała.

Chcieć, a móc to w lotnictwie dwie różne rzeczy

Zewsząd nam się mówi, że chcieć to móc. Wystarczy tylko pracować i iść w danym kierunku, by zrobić to co się chce. Teoretycznie rzecz ujmując tak jest. Nikt nam nie zabroni robić to czego chcemy. Jednak tak jak w każdej innej dziedzinie życia, tak i w lotnictwie każda akcja pociąga za sobą pewną reakcję, niezależnie od naszego podejścia. Jasne, że tak jest. Wszystko jest osiągalne, przy odpowiedniej motywacji i pracy na to, jednak przy tej całej naszej ambicji nie można zapominać o bezpieczeństwie. Brzmi trywialnie, a jednak nieustannie jest ono cholernie ważne. Zwłaszcza w lotnictwie, niczego nie można bagatelizować i twierdzić „a, jakoś to będzie”. Każdy lotnik chciałby po prostu latać. Przeczytać co i jak, wsiąść w samolot i oderwać się od ziemi. Do tego się dąży i to jest jak najbardziej in plus, ale mimo monotonnej niekiedy teorii i wykładów, zdaje sobie człowiek że jest to nie mniej ważne, od znajomości chociażby ograniczeń samolotu. Teoria daje nam pewne podstawy, pokazuje nowe światło, na coś co kochamy. Tak jak każdy samolot ma ograniczenia, tak i organizm człowieka nie jest niezwyciężony. Bezpieczeństwo ponad wszystko. Ponad każdą naszą ambicję i ego. Po to jest nam ta cała teoria początkowo, by bezpiecznie latać, niezależnie od tego co się stanie w powietrzu. Bo tam nie ma pobocza. Człowiek nie zatrzyma samolotu, nie zjedzie na boczny pas i nie zadzwoni po pomoc drogową. Dlatego każdy pilot przechodzi bardzo dokładne szkolenia, uczy się czasem teorii co zrobić z samolotem w awaryjnej sytuacji, tylko po to by zachować bezpieczeństwo. Niestety, mimo tego, że tak wiele się o tym mówi, pokazuje nie tylko przyjemne aspekty latania, są tacy którzy zapominają o zdrowym rozsądku. W powietrzu nie ma miejsca na brawurę i ego. Skoro  dany etap zabrania jakiegoś manewru, oznacza to że nie można przymknąć oka na to.

Żeby to dokładnie unaocznić, weźmy na warsztat do przeanalizowania taką sytuację. Młody pilot, który kilka miesięcy temu zdobył pierwszą licencję turystyczną PPL(A). Mimo dość sporego nalotu w tak krótkim czasie, zdarza mu się zrobić coś źle mimo braku doświadczenia. Bierze samolot by oderwać się od problemów przyziemnych i na chwilę odstresować. Zdaje się być wszystko ok. W końcu ma do tego prawo, więc szkoda by było z tego nie skorzystać. W pewnym momencie, w niekontrolowanej strefie zaczyna robić korkociągi. Bo jest zdenerwowany. Bo coś nie poszło po jego myśli. Super, że wie jak je zrobić, że potrafi bezpiecznie z niego wyprowadzić, ale c’mon! Nie dość, że robi je na samolotach które nie są do tego typu latania przystosowane, to jakby nie patrzeć i nie próbować jego licencja nie pozwala na tego typu sprawy. Niezależnie od tego co by chciał. Nie jest to wynikiem nieprzychylności władz, bo jak już wspomniałam na pierwszy miejscu stawiać się powinno bezpieczeństwo. Doskonale rozumiem ambicje i chęci do robienia czegoś więcej poza lotem z punktu do punktu. Od tego właśnie jest licencja akrobacyjna, gdzie nikt nie będzie krytykował zrobienia kilku korków. Od tego właśnie była wcześniejsza teoria i loty z instruktorem, a następnie egzamin państwowy w ULCu, by móc uogólniając, zabawić się samolotem, a nie tylko zrobić zwykły przelot z A do B. Natomiast nie może być przyzwolenia na robienie akrobacji  bez odpowiednich uprawnień i doświadczenia odpowiedniego. Nie wynika to ze złej woli kogokolwiek, tylko z szerszego patrzenia na lotnictwo i brania mocno pod uwagę bezpieczeństwa lotu. Tak, by nikomu nic się nie stało. By bezpiecznie wylądować i móc wrócić do przyziemnego życia, bez żadnych problemów.

Reasumując, bawmy się lotnictwem. Czerpmy z niego ile się da, ciesząc się nim jak małe dzieci w sklepie z zabawkami, ale  nie zapominajmy przy tym wszystkim o bezpieczeństwie. Powietrze nie wybacza. Jeden mały błąd, może mieć ogromne skutki.